ENG below⤵️
Patrząc na to, co dzieje się teraz na Coachelli, wracam myślami do naszych letnich festiwali — tych pełnych pośpiechu, emocji i niepowtarzalnej energii chwil, które dzieliliśmy z ekipą, biegając z aparatami od sceny do sceny. Fotografując nie tylko artystów, ale i tych wszystkich ludzi pod sceną, bez których te wydarzenia nie miałyby sensu.
Tęsknię za tym kontrolowanym chaosem: kilometry zrobione w ciągu dnia, szybkie piątki w przelocie, łyk wody, kawałek pizzy i obróbka „na wczoraj”. Za tymi pięknymi zachodami słońca po burzy, gdy światło odbija się od przemoczonych peleryn przeciwdeszczowych, i za powrotami o świcie, kiedy miasto budzi się do życia, a my kończymy dzień, w nogach mając 30 tysięcy kroków i głowy przepełnione wspomnieniami.
Często łapię w kadrze innych członków ekipy – zmęczonych, ale z szerokim uśmiechem, bo wiemy, po co to robimy. Te zdjęcia to coś więcej niż backstage – to małe kapsułki czasu, które przypominają, jak piękne rzeczy wspólnie przeżyliśmy n...