#RozkminyKaroliny
Ostatnio w zastraszającym tempie wzrasta liczba osób, które „mają ADHD”.
Dzieci, dorośli, influencerki, panie od rozwoju osobistego, trenerzy od oddechu i panowie w garniturach, którzy „nigdy nie potrafili usiedzieć w miejscu”.
ADHD stało się modne.
Diagnozowane.
Romantyzowane.
Wysyp memów, reelsów i samodiagnoz na podstawie 15-sekundowych filmików.
„Jeśli robisz trzy rzeczy naraz, nie umiesz słuchać i masz chaos w głowie – gratulacje, masz ADHD!”
Jeszcze niedawno wszyscy mieli SIBO.
Albo niedoczynność tarczycy.
A wcześniej nietolerancję glutenu, mleka, ludzi i życia.
Teraz czas na kolejną falę: ADHD.
Tylko że prawdziwe ADHD to nie trend.
To nie „ojej, zapomniałam o spotkaniu”.
To nie „mam tysiąc pomysłów na minutę, ale żadnego nie kończę i to takie urocze”.
ADHD to zaburzenie funkcjonowania.
To zmęczenie, frustracja, impulsywność, która niszczy relacje.
To poczucie winy, że znowu czegoś nie dowiozłam.
To wewnętrzny hałas, którego nie da się wyciszyć nawet w ci...