#RozkminyKaroliny
Z każdej strony słyszymy:
„Pokochaj siebie”,
„Zainwestuj w rozwój”,
„Nie możesz kochać innych, jeśli najpierw nie pokochasz siebie”…
Brzmi ładnie. Brzmi logicznie. Ale gdzieś po drodze zrobiliśmy z tego religię – wieczne inwestowanie w siebie.
Kursy. Medytacje. Zeszyty wdzięczności. Psychoterapia, afirmacje, joga o 6:00 rano, 5 pytań do wewnętrznego dziecka i warsztaty z uzdrawiania kobiecej energii.
I, żeby nie było – rozwój jest ważny. Podobno kto się nie rozwija, ten się zwija ;)
Ale czasem mam wrażenie, że tak bardzo skupiamy się na „pracy nad sobą”, że zapominamy, że żyjemy wśród ludzi, a nie tylko we własnej głowie.
Że warto pielęgnować nie tylko czakry i mindfulness, ale też relacje, serdeczność i zwykłe bycie z drugim człowiekiem.
I że czasem zamiast kolejnego kursu o „stawianiu granic”, wystarczyłaby szczera rozmowa z kimś, komu naprawdę na nas zależy.
Bo kiedy wszystko kręci się wokół projektu JA, łatwo zgubić to, co bardzo cenne – POCZUCIE PRZYNALE...