Kilkanaście lat temu wjechałam moim wtedy nowiutkim samochodem pod tramwaj. Wjechałam, bo jakiś wariat za mną trąbił, żebym szybko przejechała na przejeździe, bo mu się spieszyło. Z napięcia które serwował nie zauważyłam nadjeżdżającego tramwaju.
Dziś chcąc wyjechać z parkingu pod sklepem musiałam „łamać się” chyba ze 30 razy (podjeżdżając milimetr do przodu i milimetr do tyłu) - umiejętność owa okazała się niezbędna, aby nie zarysować swojego samochodu i tego który idiotycznie stanął obok. Gdy odwalałam tę koronkową robotę nagle za moimi plecami pojawił się typ w samochodzie który trąbiąc próbował chyba mnie przyśpieszyć. Domyślacie się czym odpowiedziało moje ciało - napięciem. Zatem, aby się uspokoić potrzebowałam jakoś postawić granicę. Wzięłam oddech. Pokazałam mu środkowy palec, a potem we własnym rytmie spokojnie manewrowałam, aż do momentu bezpiecznego wyjazdu. Gość nic nie wskórał. Nic nie przyspieszył. Musiał czekać - choć podejrzewam, że w tym momencie ostro mnie nienawidził...
Suggested Credits
Tags, Events, and Projects