Umawiamy się, planujemy, mamy dobre intencje. A potem okazuje się, że dla każdego „czas wolny” znaczy coś trochę innego. Dla jednej osoby to ruch, wyjście, bodźce. Dla drugiej zatrzymanie, cisza, bycie bliżej domu. To niestety może łatwo generować napięcie między „moim” a „naszym”. W wielu parach i w ogóle rodzinach to jest bardzo codzienne doświadczenie. U nas też się zdarza. A zwłaszcza jak ma się nastoletnie dzieci. Nie dlatego, że coś jest nie tak z relacją, tylko dlatego, że różnimy się w tym, jak regulujemy się po tygodniu, jak odpoczywamy, czego wtedy potrzebujemy oraz czy w ogóle to komunikujemy innym. Czasem dopiero kiedy to zobaczymy, pojawia się więcej miejsca na szukanie rozwiązań, które nie są o rezygnowaniu z siebie, ale o realnym spotkaniu gdzieś pośrodku.
Na tym koncie często wracam do tego, jak różnice w potrzebach wpływają na relacje i co można z nimi zrobić, żeby było trochę lżej i bliżej.
#psychologia #wspólnyczas #związek #pracanadrelacją #czasrodzinny